POZNAJMY SIĘ LEPIEJ – CZYLI MY LONG STORY SHORT

hej, Piękna!

To historia dziewczyny, która – być może jak Ty – czuła, że życie ma w sobie coś więcej.
Chciała żyć pełną piersią, robić w życiu ważne i wyjątkowe rzeczy, „wybić się” – choć długo nie wiedziała jak. 

Aż zrozumiała, poczuła, że chce żyć i pracować w harmonii, w zgodzie ze sobą. To jest fundament najpiękniejszych chwil w życiu i jednocześnie jego sens.

PRZED — AKURATNA JUŻ BYŁAM

Jestem Paulina – dziewczyna z małej wioski, która od zawsze miała w sobie ogromną energię, ciekawość świata i ambicję.

W szkole byłam tą z pierwszej ławki – aktywną, zaangażowaną, przewodniczącą klasy i szkoły.

Nie byłam wybitna, ale zawsze „akuratna” – solidna, obowiązkowa, z inicjatywą.

Nauczyciele mówili, że mam „słomiany zapał”, bo zaczynałam wiele rzeczy naraz, ale już wtedy było we mnie coś, co dziś nazywam genem aktywatorki – tej, która motywuje i pociąga innych do działania.

Poszłam na studia psychologiczne – trochę z przypadku (bo nie dostałam się na stosunki międzynarodowe), ale dziś wiem, że to było jedno z najlepszych „niepowodzeń” w moim życiu.

Na Uniwersytecie Wrocławskim zdobyłam tytuł magistra psychologii, a potem kontynuowałam edukację, kończąc:

Akademię Trenerów Sprzedaży we Wrocławiu,
Szkołę Trenerów Rozwoju Osobistego,
kursy z zakresu komunikacji, motywacji i pracy z zespołem.
Obecnie w trakcie certyfikacji na Praktyka Metody Ligh Healinh House pod skrzydłami wspaniałej Basi Pasek 

Na studiach zaczęłam pracować — najpierw w gastronomii, potem w sprzedaży.

Sprzedawałam w życiu dosłownie wszystko: od owoców jako nastolatka, przez drinki, produkty finansowe, aż po… wizję lepszego siebie ludziom, z którymi pracowałam.
Szybko weszłam w świat korporacji:
pracowałam jako doradca kredytowy, dyrektor oddziału, trener sprzedaży.

Lubiłam ludzi, uwielbiałam wydobywać z nich potencjał, ale… żyłam w trybie „ciągłego sprintu”.

Byłam świetna w:
osiąganiu wyników,
dowożeniu,
ściganiu się z innymi i ze sobą.

Czułam, że muszę zasłużyć – na sukces, uznanie, prawo do odpoczynku.
Pracowałam do 8. miesiąca ciąży, bo przecież „nie można się poddać”.
Na zewnątrz sukces – w środku zmęczenie, napięcie, brak spójności.

MOMENT „PRZEKLIKANIA”
Przełom przyszedł powoli.

Macierzyństwo było moim pierwszym stopem.

Po urodzeniu córek po raz pierwszy zatrzymałam się – choć wtedy „zatrzymanie” było dla mnie trudne.
Pisałam bloga „Wenus z Marsa”, organizowałam spotkania dla kobiet, chciałam udowodnić, że mama może wszystko.

Nie wiedziałam jeszcze, że nie o „wszystko” chodzi – tylko o spokój, sens i siebie.

Po kilku latach wróciłam do pracy i rozpoczęłam nowy etap – branżę nieruchomości.
Zaczynałam od zera, dziś jestem licencjonowaną agentką nieruchomości z sześcioma latami doświadczenia i własnym biurem.

Znowu działałam na pełnych obrotach – osiągałam, przekraczałam granice, pracowałam ponad siły.
Sukcesy przyszły – nagrody, uznanie, wyniki.
Ale przyszło też wypalenie, łzy, załamanie.

I wtedy nastąpiło to, co nazywam momentem przeklikania.

Zobaczyłam, że od lat funkcjonuję w męskiej energii – w wiecznym napięciu, z gardą, jak bokser w ringu.
Zaczęłam pracować nad sobą – głęboko, prawdziwie.
Zrozumiałam, że mogę żyć inaczej: w zgodzie ze sobą, z lekkością, bez walki, z czułością do siebie i innych.

TERAZ — W ZGODZIE ZE SOBĄ

Dziś jestem kobietą, która zna swoją wartość i potrafi słuchać swojego serca.

Łączę swoje doświadczenie zawodowe z psychologiczną wiedzą i intuicją.
W pracy z ludźmi – czy to w sprzedaży, mentoringu, czy szkoleniach – skupiam się na jednym: by pomóc im zobaczyć siebie, uwierzyć, że mogą działać z lekkością i po swojemu.

Nie uczę „więcej robić” – uczę bardziej być.
Nie gonię – idę.
Nie udowadniam – jestem.
Bo wiem, że największym sukcesem nie jest wynik, tylko spokój w sercu i sens w tym, co robisz.

Dziś żyję tak, jak zawsze chciałam – w zgodzie ze sobą, w rytmie serca, z przestrzenią na relacje, rozwój i kobiecość.

Pomagam kobietom, które – tak jak ja kiedyś – były „akuratne”, zobaczyć, że nie muszą zasługiwać.

Wystarczy, że pozwolą sobie być sobą.

Przewijanie do góry