Noc Żywiołów – element mojej drogi ku dobrostanowi

Noc Żywiołów, która odbyła się 20 czerwca w przepięknym miejscu pod Lublinem, była dla mnie czymś znacznie więcej niż tylko wyjątkowym wydarzeniem.
Była jednym z elementów dbania o moją równowagę, o przestrzeń na zabawę, o relacje z ludźmi, którzy są dla mnie ważni. Była także celebracją życia i możliwością doświadczenia czegoś magicznego.
Noc Żywiołów była kolejnym ważnym krokiem na mojej drodze do dobrostanu.
Dlaczego?
Już tłumaczę.
Kiedy wychodziłam z wypalenia zawodowego, najpierw musiałam uczciwie przyznać przed sobą, gdzie naprawdę jestem. Nazwać swój stan po imieniu. Zobaczyć prawdę o swoim punkcie A.
A ta prawda była bolesna.
Miałam przed sobą ogrom pracy na wielu poziomach, aby odzyskać sens, energię i radość życia. Zanim jednak mogłam wrócić do działania, musiałam odbudować siebie od środka. Zadbać o regulację układu nerwowego i prawdziwą regenerację. I nie, nie była to kwestia dwóch tygodni urlopu.
To proces, który trwał miesiącami. Tak naprawdę trwa już ponad półtora roku. Był czasem pełnym prób, błędów, wzlotów i momentów zwątpienia. Ale też odkrywania, co naprawdę mi służy.
Jedną z rzeczy, które miały ogromnie pozytywny wpływ na odzyskiwanie energii, było planowanie w kalendarzu nie tylko obowiązków, ale również odpoczynku, regeneracji i zabawy.
Od dłuższego czasu z taką samą troską wpisuję do kalendarza spotkania biznesowe, jak i masaż, spacer, bieganie, czytanie książki, wyjazd z przyjaciółką czy wakacje.
Każdego dnia mam czas tylko dla siebie.
Kiedyś było inaczej. Odpoczywałam dopiero wtedy, gdy zrobiłam wszystko, co miałam do zrobienia — o ile wcześniej nie padłam ze zmęczenia. Albo wtedy, gdy uznałam, że już „zasłużyłam”.
Dziś wiem, że takie podejście prowadziło mnie prosto do przemęczenia i frustracji.
Odpoczynek nie jest nagrodą. Jest potrzebą.
To jedno z najważniejszych odkryć, jakie przyniosła mi droga wychodzenia z wypalenia.
Dlatego dziś czas na regenerację, regulację i przyjemność traktuję równie poważnie jak czas na pracę.
Czas na regenerację, regulację i przyjemność jest dla mnie tak samo ważny jak czas na pracę.
Nie czekam już na moment, kiedy „wszystko będzie zrobione”. Bo wiem, że taki moment najczęściej nie nadchodzi. Dbanie o siebie nie jest czymś, co robię po wykonaniu wszystkich obowiązków.
To jeden z moich najważniejszych obowiązków.
Dlatego, kiedy pojawiła się możliwość udziału w Nocy Żywiołów, nie zastanawiałam się ani chwili.
Uwielbiam takie magiczne wydarzenia. Kocham kobiecą energię i wiedziałam, że będzie to coś stworzonego właśnie dla mnie. Bilet kupiłam niemal od razu. Weekend z dziewczynami. Bez dzieci. Bez obowiązków. Tylko dla mnie.
Brzmi wspaniale, prawda?
Myślę, że większość z nas tego potrzebuje, choć czasami trudno nam się do tego przyznać.
Przede mną był dzień i wieczór pełen magii, siostrzeństwa, ruchu, muzyki oraz głębokiego połączenia z naturą i własną kobiecą mocą.
Ruszyłam w podróż przez cztery żywioły – Ziemię, Wodę, Powietrze i Ogień. Każdy z nich pozwalał mi aktywować inną energię w sobie, ale również spotkać się z energią innych kobiet.
A poczucie wspólnoty, więzi i budowania relacji to coś, co niezwykle karmi nasze zdrowie psychiczne.
To właśnie relacje są jednym z najważniejszych filarów dobrostanu.
Pozwoliłam sobie zwolnić.
Odetchnąć głęboko.
Poczuć rytm bębnów, miękkość trawy pod stopami i ciepło kobiecego kręgu.
To był czas celebracji, transformacji i spotkania z niezwykłymi kobietami.
Razem z moimi przyjaciółkami i soul sisters z Light House dołączyłyśmy do Plemienia Kobiet.
Przyznajcie same – brzmi ekscytująco!
Naszą podróż rozpoczęłyśmy od zdobienia twarzy plemiennymi symbolami, wyplatania wianków oraz poznawania innych uczestniczek.
Pierwszym punktem programu była joga kundalini prowadzona przez moją wspaniałą Magdę Janik. Poprzez oddech, ruch i medytację budziłyśmy energię ciała i umysłu.
Następnie wkroczyłyśmy w żywioł Ziemi.
To był czas ugruntowania, połączenia z naturą i odnalezienia wewnętrznej stabilności. Tamara Gonzalez Perea opowiadała o ustawieniach rodzinnych i porządkach, które pomagają rodzinom funkcjonować w harmonii.
Potem przyszła Woda.
I rzeczywiście płynęłyśmy.
Raz jak górski potok, raz jak delikatne fale oceanu.
Płynęły również łzy — wzruszenia, uwolnienia, pożegnań i wewnętrznych przemian.
Kasia Nast stworzyła przestrzeń na emocje, intuicję i łagodność. Dzięki elementom tantry mogłyśmy spotkać się ze sobą w niezwykle autentyczny i głęboki sposób.
Kolejnym etapem było Powietrze- w jego lekkość wporwadziła Nas moja wspaniała mentorka Basia Pasek.
Lekkość, wolność, oddech i przestrzeń na nowe perspektywy.
Rozmawiałyśmy o wolności, autentyczności i stawaniu w swojej prawdzie. Miałam również przyjemność współprowadzić część warsztatową. Razem z dziewczynami z Light House tworzyłyśmy kobiece kręgi i dzieliłyśmy się swoimi darami oraz doświadczeniem.
Cały dzień zakończył późnym wieczorem żywioł Ognia.- Hania Kieryk
Był czas na symboliczne spalanie tego, co nie jest nam już potrzebne. Tego, co chcemy zostawić za sobą.
Zmęczone, ale szczęśliwe siedziałyśmy później pod rozgwieżdżonym niebem.
Z malunkami na twarzach.
Wiankami na głowach.
Bosymi stopami.
Tańcząc, śmiejąc się i patrząc sobie życzliwie w oczy.
Czy była to jedna z tych magicznych chwil, które pamięta się przez lata?
Zdecydowanie tak.
Czy była mi potrzebna? Bardzo.
Przypomniała mi o czymś, o czym łatwo zapominamy w codziennym biegu.
Że życie nie składa się wyłącznie z obowiązków, celów i list zadań.
Składa się również z chwil zachwytu.
Z bliskości.
Z doświadczeń.
Z zabawy.
Z obecności.
I właśnie te momenty często najbardziej nas karmią.
Dlatego chcę dziś zaprosić również Ciebie do zrobienia czegoś tylko dla siebie.
Nie wtedy, kiedy skończysz wszystkie obowiązki. Nie wtedy, kiedy „zasłużysz”. Teraz.
Może będzie to wyjazd z przyjaciółką.
Może popołudnie z książką w parku.
Może długa przejażdżka rowerowa.
A może kurs, na który od dawna masz ochotę.
Cokolwiek wybierzesz — zaplanuj to.
Wpisz ten czas do kalendarza tak samo, jak wpisujesz spotkania, zadania i obowiązki.
Bo dobrostan nie buduje się przypadkiem.
Buduje się go poprzez małe decyzje, które każdego dnia mówią:
„Ja też jestem ważna”.
Ściskam,
Paulina

